Sztuczna inteligencja w gabinecie budzi zainteresowanie i nieufność mniej więcej w równych proporcjach. Wokół narzędzi takich jak MediMic narosło kilka przekonań, które warto skonfrontować z tym, jak wygląda praca w gabinecie. Poniżej pięć najczęstszych.
Mit 1: „AI zastąpi lekarza”
Najczęstsza obawa i najdalsza od rzeczywistości. Narzędzie do dokumentacji nie diagnozuje i nie leczy. Przejmuje część pracy administracyjnej, czyli zapis tego, co lekarz mówi.
Decyzje kliniczne i ostateczna treść wpisów zostają po stronie specjalisty. Warto zauważyć, że to rozróżnienie ma też wymiar formalny: system wspierający rozpoznanie podlega zupełnie innym wymogom niż narzędzie zapisujące wypowiedź.
Mit 2: „To zagrożenie dla danych pacjentów”
Pytanie o dane jest w pełni zasadne i placówka ma prawo znać na nie konkretne odpowiedzi, zanim cokolwiek wdroży. Problem w tym, że zwykle kończy się na zapewnieniu sprzedawcy, że jest bezpiecznie.
Rozsądniej jest zapytać o rzeczy sprawdzalne: kto ma dostęp do materiału, jak długo jest przechowywany, czy trafia do podwykonawców, czy służy do trenowania modeli i co się z nim dzieje po zakończeniu umowy. Zebraliśmy te pytania w osobnym tekście o bezpieczeństwie danych pacjentów. Warto zadać je każdemu dostawcy, nam również.
Mit 3: „Wdrożenie jest skomplikowane i wymaga szkoleń”
Tu akurat obawa bierze się z doświadczeń z innymi systemami. MediMic działa jak klawiatura USB, więc nie wymaga integracji ani pracy działu IT. Nie trzeba uczyć się listy komend.
Zostaje kwestia przyzwyczajenia, i tego nie ma sensu ukrywać. Mówienie do narzędzia różni się od mówienia do człowieka: krócej, wyraźniej, z pauzą przy liczbach. Kilka dni i przestaje się o tym myśleć.
Mit 4: „AI nie poradzi sobie z terminologią medyczną”
To obawa najbardziej uzasadniona z całej piątki, bo ogólne narzędzia do rozpoznawania mowy rzeczywiście gubią się przy polskim słownictwie medycznym. Nazwa leku zamienia się w podobnie brzmiące słowo, jednostka znika, skrót zostaje rozwinięty niepoprawnie.
Dlatego dokładność zapisu w polskiej terminologii medycznej jest tym, na czym skupiamy się najmocniej, i dlatego model rozwijamy razem z lekarzami. To praca, która nigdy nie jest skończona, a jej efekt widać w liczbie poprawek po dyktowaniu.
Mit 5: „To tylko zwykła transkrypcja”
Ten mit warto odwrócić. Dokładna transkrypcja tego, co lekarz powiedział, nie jest wersją minimalną. Jest fundamentem, bo tekst, któremu nie można ufać, wymaga czytania słowo po słowie, a wtedy dyktowanie traci sens.
Zapis oddający dosłownie to, co padło, ma jeszcze jedną zaletę, mniej oczywistą: łatwiej go sprawdzić. Tekst, który ktoś po drodze przeredagował, może brzmieć gładko i mówić coś innego, niż padło w gabinecie. Nad tym, by zapis układał się od razu w gotowy dokument, pracujemy, ale kolejność jest właśnie taka.
Mit szósty, wypowiadany rzadziej
Jest jeszcze jedno przekonanie, które w rozmowach pojawia się półgębkiem: że to sprzęt dla dużych placówek z budżetem na innowacje, a nie dla gabinetu, w którym pracuje dwóch lekarzy.
Bierze się to z doświadczeń z systemami wymagającymi wdrożenia, integracji i umowy serwisowej. Narzędzie, które podłącza się do portu i pisze jak klawiatura, ma inną charakterystykę: różnicę widać u pojedynczego lekarza w pierwszym tygodniu, bez projektu i bez zespołu wdrożeniowego.
Co zostaje po rozwianiu mitów
Sztuczna inteligencja w gabinecie nie jest ani zagrożeniem dla zawodu, ani cudownym rozwiązaniem wszystkich problemów przychodni. To narzędzie, które zdejmuje część pracy administracyjnej i przesuwa moment powstawania opisu bliżej wizyty.
Mniej pisania, więcej leczenia. Bez mitów w żadną stronę.