Zna to każdy, kto był u lekarza w ostatnich latach. Siadamy, zaczynamy opowiadać o dolegliwościach, a lekarz przez większość wizyty patrzy w monitor i wpisuje dane. Nie z braku empatii, tylko dlatego, że dokumentacja musi powstać, a innego momentu na nią nie ma. Dokumentacja głosowa jest próbą rozwiązania tego dokładnie w tym miejscu: między jednym człowiekiem a drugim stoi ekran, którego nikt tam nie chciał.
Ekran jako bariera
Kontakt wzrokowy, uważne słuchanie, drobne reakcje na to, co mówi pacjent. To fundament rozmowy lekarskiej i jednocześnie pierwsze, co ginie, kiedy uwaga dzieli się między człowieka a klawiaturę.
Traci na tym nie tylko atmosfera wizyty. Traci sam wywiad. Pacjent, który widzi, że lekarz jest zajęty pisaniem, mówi mniej i ostrożniej. Skraca opis, pomija rzeczy, które wydają mu się nieistotne, nie wraca do wątku, który przed chwilą został przerwany stukaniem w klawisze.
Bywa też odwrotnie i to również jest problem. Pacjent mówi dalej, nie wiedząc, że lekarz akurat kończy poprzednie zdanie i połowa wypowiedzi przechodzi obok.
Rozmowa, która znów jest rozmową
Dokumentacja głosowa pozwala odłożyć klawiaturę. Lekarz prowadzi wizytę, patrząc na pacjenta, a MediMic zamienia jego mowę na tekst i wpisuje go tam, gdzie stoi kursor.
Ta pozornie drobna zmiana ma widoczne skutki:
- pacjent czuje się wysłuchany i traktowany poważnie;
- wywiad bywa pełniejszy, bo nikt go nie przerywa w połowie;
- wizyta jest spokojniejsza, a jej rytm bardziej ludzki.
Jest w tym jeszcze jeden element, mniej oczywisty. Kiedy lekarz podsumowuje wizytę na głos, pacjent słyszy, co trafia do dokumentacji. Może sprostować, dopowiedzieć, zapytać. Zapis przestaje być czynnością wykonywaną obok pacjenta i staje się częścią rozmowy z nim.
„A jeśli pacjentowi to przeszkadza?”
To pytanie pada często i jest uzasadnione. Mówienie na głos przy pacjencie o tym, co za chwilę znajdzie się w dokumentacji, wydaje się niezręczne, dopóki się tego nie spróbuje.
W praktyce reakcje bywają odwrotne od spodziewanych. Pacjent, który słyszy podsumowanie wizyty, dostaje informację, której zwykle nie dostawał: co lekarz zrozumiał z jego opowieści i co zamierza dalej. Nieporozumienie da się wtedy sprostować od razu, a nie przy kolejnej wizycie.
Zostaje kwestia treści, których pacjent słyszeć nie powinien. Te dopisuje się po wyjściu, tak jak dotąd. Rozdzielenie jednego od drugiego zajmuje kilka wizyt i przestaje wymagać namysłu.
Lepsza relacja to także lepsza medycyna
Sprawa nie kończy się na komforcie. Pacjent, który czuje się wysłuchany, chętniej dzieli się informacjami, które mogą okazać się istotne, i uważniej traktuje zalecenia, bo pamięta, że ktoś je z nim omówił, a nie podyktował do systemu.
Dobra relacja sprzyja dokładniejszemu wywiadowi, a dokładniejszy wywiad jest po prostu lepszą medycyną. Nie trzeba do tego żadnej teorii, wystarczy przypomnieć sobie własną wizytę u lekarza, który patrzył i słuchał.
Technologia, która nie oddala
Łatwo założyć, że kolejne urządzenie w gabinecie oddali lekarza od pacjenta jeszcze bardziej. Przy dobrze pomyślanym narzędziu dzieje się odwrotnie, bo usuwa ono z gabinetu barierę, przy której lekarz spędzał pół wizyty.
Warunkiem jest jednak to, żeby narzędzie nie wymagało uwagi dla siebie. Klikanie, zatwierdzanie, poprawianie w trakcie rozmowy przenosiłoby problem, a nie rozwiązywało. Dlatego zależy nam na tym, żeby zapis dokładnie oddawał to, co padło, łącznie z polską terminologią medyczną: im mniej poprawek, tym mniej powodów, by wracać wzrokiem do ekranu.
O tym, jak wygląda to przy wizycie zdalnej, pisaliśmy w tekście Teleporada i dokumentacja.
Wybór, którego nie trzeba dokonywać
Nowoczesna medycyna nie musi wybierać między technologią a bliskością z pacjentem. Może użyć pierwszej, żeby odzyskać drugą.
Mniej pisania, więcej leczenia. I więcej uwagi dla człowieka po drugiej stronie biurka.