Teleporada i dokumentacja: jak AI odciąża lekarza podczas wizyt online

Lekarz podczas teleporady przy komputerze

Teleporady weszły do polskiej ochrony zdrowia na stałe i zdążyły już przestać być nowością. Pacjent oszczędza dojazd, lekarz przyjmuje bez poczekalni. Temat teleporada i dokumentacja ma jednak drugą stronę, o której mówi się rzadziej: wizyta przez ekran wcale nie zmniejsza ilości pisania, a bywa, że ją zwiększa.

Paradoks wizyty online

Wydawałoby się, że brak fizycznego badania upraszcza sprawę. W praktyce lekarz robi podczas teleporady kilka rzeczy naraz: prowadzi rozmowę, obserwuje pacjenta na obrazie, ocenia to, czego nie może zbadać dotykiem, i jednocześnie notuje.

Doszło do tego przyzwyczajenie, którego przy wizycie stacjonarnej nie ma. Skoro lekarz i tak siedzi przed komputerem, wydaje się naturalne, żeby pisać w trakcie. Więc pisze w trakcie, i rozmowa przez ekran staje się rozmową z przerwami na klawiaturę.

Dlaczego to bardziej przeszkadza niż w gabinecie

W gabinecie pacjent widzi, że lekarz notuje. Rozumie tę pauzę, bo widzi jej powód.

Przez ekran ta sama pauza wygląda inaczej. Pacjent widzi twarz zwróconą w bok, słyszy stukanie i nie ma pewności, czy został wysłuchany, czy rozmowa właśnie się urwała. Sygnały, po których w gabinecie poznajemy, że ktoś nas słucha, przez kamerę docierają osłabione albo wcale.

To samo dotyczy drugiej strony. Lekarz, patrząc w pole formularza, traci to, co przy teleporadzie bywa jedyną dostępną wskazówką: ton głosu, chwilę wahania przed odpowiedzią, wyraz twarzy przy konkretnym pytaniu.

Dokumentacja, która nadąża za rozmową

MediMic pozwala prowadzić wizytę bez przerywania jej na wpisywanie. Lekarz mówi to, co i tak mówi pacjentowi przy podsumowaniu i zaleceniach, a tekst pojawia się tam, gdzie stoi kursor. Dla systemu wygląda to jak pisanie na klawiaturze USB, bez integracji i bez wdrożenia po stronie IT.

Przy teleporadzie ma to dodatkowy skutek, którego nie ma przy wizycie stacjonarnej: pacjent słyszy, co zostaje zapisane. Podsumowanie wypowiedziane na głos jest jednocześnie wpisem do dokumentacji i informacją zwrotną dla pacjenta, który może od razu skorygować nieporozumienie.

Co warto dyktować, a czego nie

Przy teleporadzie dochodzi element, którego przy wizycie stacjonarnej nie ma: pacjent słyszy wszystko, co lekarz mówi na głos. To zmienia sposób pracy z dyktowaniem.

Dobrze sprawdza się dyktowanie tego, co i tak jest komunikowane pacjentowi: podsumowania wywiadu, zaleceń, ustaleń co do dalszego postępowania. Wypowiedziane wprost, brzmią naturalnie i przy okazji porządkują koniec rozmowy.

Gorzej sprawdza się dyktowanie uwag, które nie były przeznaczone dla pacjenta. Te lepiej dopisać po rozłączeniu, tak jak dopisywało się je wcześniej. Rozdzielenie tych dwóch rzeczy zajmuje kilka wizyt przyzwyczajenia i potem dzieje się samo.

Warto też pamiętać o mikrofonie. Przy teleporadzie ten sam sprzęt obsługuje rozmowę i zapis, więc ustawienie, które jest wygodne dla pacjenta, bywa różne od tego, które daje najlepszą jakość zapisu.

Co zostaje po wizycie

Praktyczna różnica jest prosta. Po zakończonym połączeniu opis jest gotowy do sprawdzenia i zatwierdzenia, zamiast czekać w kolejce razem z pozostałymi wizytami tego dnia.

Zostaje też uwaga tam, gdzie przy kontakcie zdalnym jest najbardziej potrzebna. To ten sam mechanizm, który opisywaliśmy w tekście Kiedy znika ekran, tylko przeniesiony do warunków, w których ekran jest jedynym kanałem kontaktu.

Teleporada nie musi być wyborem między dobrą rozmową a dobrą dokumentacją.

Mniej pisania, więcej leczenia. Także na odległość.