Dokumentacja medyczna bez odrywania się od pacjenta

Lekarka w gabinecie uzupełnia dokumentację medyczną

W pracy lekarza są sytuacje, w których komputer po prostu przeszkadza. Podczas badania, przy zabiegu, w rękawiczkach, w warunkach wymagających zachowania aseptyki. Dokumentacja medyczna i tak musi powstać, tylko akurat wtedy nie da się jej tworzyć w sposób, do którego przywykliśmy, czyli patrząc w ekran i pisząc.

Moment, w którym klawiatura wypada z gry

Problem nie polega na braku czasu, lecz na układzie rąk i na procedurze. Lekarz pracuje rękami na pacjencie, więc nie pracuje nimi na klawiaturze. Do tego każde dotknięcie sprzętu w trakcie procedury oznacza przerwanie sekwencji higienicznej i powrót do jej początku.

Dotyczy to wielu miejsc: gabinetu zabiegowego, stomatologii, dermatologii zabiegowej, endoskopii, części badań diagnostycznych. Wspólny mianownik to nie specjalizacja, tylko sytuacja, w której ręce są zajęte czymś ważniejszym.

Co się dzieje z opisem, który czeka

Skoro nie da się pisać w trakcie, opis powstaje po. Czasem zaraz po, częściej po kilku kolejnych pacjentach, czasem po dyżurze.

Każda z tych odległości czasowych coś zabiera, i rzadko są to rzeczy dramatyczne. Znikają szczegóły: użyty materiał, kolejność czynności, dokładna treść zaleceń, reakcja pacjenta na konkretny etap. To one później decydują, czy wpis jest zapisem wizyty, czy jej streszczeniem.

Dochodzi jeszcze zmęczenie. Opis pisany na końcu dnia bywa krótszy nie dlatego, że mniej się wydarzyło, tylko dlatego, że jest osiemnasta.

Osobna sprawa to notatki pomocnicze. W wielu gabinetach powstaje pośredni obieg papieru: karteczka, zeszyt, wiadomość do siebie samego. Ten obieg trzeba potem przepisać, a każde przepisanie jest kolejnym miejscem, w którym coś przepada albo zostaje przekręcone.

Głos jako jedyne wolne narzędzie

Kiedy ręce są zajęte, zostaje głos. MediMic zamienia wypowiedź lekarza na tekst i wpisuje go tam, gdzie stoi kursor, bez potrzeby dotykania czegokolwiek. Dla systemu gabinetowego wygląda to jak pisanie na klawiaturze USB, więc nie wymaga integracji ani pracy działu IT.

Lekarz może opisywać przebieg procedury wtedy, kiedy ją wykonuje, mówiąc mniej więcej to, co i tak komunikuje asyście. Rękawiczki zostają tam, gdzie powinny, a sekwencja higieniczna pozostaje nienaruszona.

Zależy nam przy tym na dokładności zapisu, łącznie z terminologią medyczną, bo przy nazwach materiałów i procedur to właśnie ona decyduje, ile poprawek zostanie do zrobienia potem.

Co z tego wynika dla gabinetu

Najbardziej odczuwalna zmiana dotyczy asysty, która w wielu gabinetach pełni rolę osoby notującej. Kiedy opis powstaje z tego, co mówi lekarz, asysta może wrócić do swoich właściwych zadań.

Druga zmiana dotyczy końca dnia. Zamiast listy procedur do opisania zostaje lista opisów do przejrzenia, a to zupełnie inna praca, także pod względem czasu.

Tekst po dyktowaniu wymaga oczywiście spojrzenia. Lekarz go czyta, poprawia, jeśli trzeba, i zatwierdza, tak samo jak przy pisaniu ręcznym. Narzędzie niczego nie podpisuje za niego i nie podejmuje decyzji klinicznych. Piszemy o tym szerzej w tekście o odpowiedzialności za dokumentację.

Od czego zacząć

Nie trzeba przestawiać całego gabinetu naraz. Prościej wybrać jedną rzecz, która i tak jest wypowiadana na głos, i zacząć od niej. Zwykle są to zalecenia dla pacjenta albo opis przebiegu procedury.

Warto też z góry ustalić moment sprawdzenia tekstu. Najlepiej zaraz po zabiegu, kiedy pamięć jest świeża i ewentualna wątpliwość daje się rozstrzygnąć od ręki. Zbiorcza korekta wieczorem prowadzi z powrotem do punktu wyjścia, tyle że z tekstem zamiast pustego pola.

Dokumentacja przestaje przerywać leczenie

Automatyzacja zapisu nie zastępuje lekarza. Usuwa z jego pracy czynność, która nie powinna konkurować z badaniem o uwagę i o ręce.

Mniej pisania, więcej leczenia. Zwłaszcza tam, gdzie do klawiatury i tak nie ma jak sięgnąć.