Dokumentacja medyczna i AI: jak MediMic zmienia sposób jej tworzenia

Lekarka w gabinecie tworząca dokumentację medyczną

Nikt nie idzie na medycynę po to, żeby pisać. Sześć lat studiów, staż, specjalizacja, egzaminy. A potem okazuje się, że znaczącą część dnia zajmuje wypełnianie pól w systemie i dopisywanie opisów, które nie zdążyły powstać w gabinecie. Dokumentacja medyczna jest potrzebna i nikt tego nie kwestionuje. Kwestionować można za to moment, w którym powstaje, i to, ile uwagi zabiera zawodowi, który miał polegać na czym innym.

Skąd wziął się ten problem

Elektroniczna dokumentacja przyniosła porządek, wymienialność informacji i koniec z nieczytelnym pismem. Przyniosła też coś, czego nie było na papierze: pola do wypełnienia, wymagane formaty, komunikaty walidacji i całą pracę, którą wcześniej wykonywał odręczny skrót.

Efekt jest odczuwalny wszędzie tam, gdzie wizyty idą jedna po drugiej. Opis odkłada się na później, bo to jedyny element, który da się odłożyć. Później oznacza koniec dnia, czasem koniec tygodnia.

Rzecz nie w tym, że pisania jest dużo. Rzecz w tym, że pisanie wypycha z gabinetu rzeczy, których wypchnąć nie powinno.

Widać to najlepiej po tym, jak zmienia się język wpisów w ciągu dnia. Rano opisy są konkretne, wieczorem coraz bardziej podobne do siebie, aż zostają z nich formuły. Nikt tego nie planował, po prostu tak działa człowiek po dwunastu godzinach.

Czym jest MediMic

MediMic to mikrofon z oprogramowaniem, które zamienia mowę lekarza na tekst i wpisuje go tam, gdzie lekarz i tak by pisał. Dla systemu gabinetowego wygląda to jak pisanie na klawiaturze USB, bo tym w istocie jest. Nie ma integracji z systemem, nie ma wdrożenia po stronie IT, nie trzeba zmieniać oprogramowania, z którego placówka korzysta.

Największą wagę przykładamy do dokładności zapisu, w tym do polskiej terminologii medycznej, bo to od niej zależy, ile pracy zostaje przy sprawdzaniu tekstu.

Jak to wygląda w gabinecie

Lekarz prowadzi wizytę tak, jak ją prowadzi. Mówi to, co i tak mówi pacjentowi przy badaniu i przy zaleceniach, a tekst pojawia się w miejscu, w którym stoi kursor. Potem czyta, poprawia, jeśli trzeba, i zatwierdza.

To ostatnie zdanie jest ważniejsze, niż wygląda. Narzędzie nie stawia rozpoznania, nie ocenia, co jest istotne klinicznie, i niczego nie zatwierdza za lekarza. Decyzja o treści wpisu zostaje tam, gdzie była do tej pory. Rozwijamy ten temat osobno w tekście o odpowiedzialności za dokumentację.

Co się przez to zmienia

Zmiana nie polega na tym, że dokumentacji jest mniej. Jest jej tyle samo. Powstaje tylko w innym momencie, bliżej wizyty, a nie po godzinach.

Z tego przesunięcia biorą się rzeczy, o które lekarzom naprawdę chodzi: opis oparty na tym, co działo się przed chwilą, a nie na pamięci sprzed pół dnia, oraz wieczór bez listy zaległych wpisów. A także coś trudniejszego do zmierzenia, czyli uwaga, która zostaje przy pacjencie zamiast wędrować do monitora. Pisaliśmy o tym w tekście Kiedy znika ekran.

Dla kogo to ma największy sens

Najszybciej różnicę widać tam, gdzie wizyty idą jedna za drugą i gdzie ręce bywają zajęte czymś innym niż klawiatura. Podstawowa opieka, gabinet zabiegowy, stomatologia, teleporady.

Nie znaczy to, że w innych warunkach dyktowanie nie ma zastosowania. Znaczy tylko, że im gęstszy grafik, tym większa różnica między opisem powstającym przy pacjencie a opisem odtwarzanym wieczorem.

Czego MediMic nie robi

Nie zastępuje lekarza i nie ma takiej ambicji. Nie diagnozuje, nie proponuje leczenia, nie decyduje, co zapisać.

Nie przesądza też o tym, co powinno znaleźć się w opisie. To zostaje tam, gdzie było: przy lekarzu i przyjętym w gabinecie sposobie pracy. MediMic ułatwia samą drogę od słowa do wpisu, niezależnie od tego, jak ten wpis ma wyglądać.

Robi jedną rzecz i stara się robić ją dobrze: pozwala zapisać to, co lekarz powiedział, wtedy kiedy to mówi.

Wrócić do zawodu, którego się uczyło

Technologia w medycynie ma sens wtedy, gdy oddaje lekarzowi coś, co mu wcześniej zabrano. W przypadku dokumentacji tym czymś jest uwaga: dla pacjenta, dla badania, dla własnego wieczoru.

Mniej pisania, więcej leczenia. Dokładnie w tej kolejności.