Osiemnasta dziesięć. Ostatni pacjent wyszedł kwadrans temu, w rejestracji zgaszone już światło, a lekarz rodzinny wciąż siedzi przed monitorem. Nie przyjmuje. Dopisuje. Opisy porannych wizyt czekają w kolejce od rana, bo między jednym pacjentem a drugim nie było kiedy ich dokończyć. Dokumentacja głosowa w POZ zaczyna się od pytania, które w takim momencie nasuwa się samo: dlaczego opis wizyty ma powstawać po wizycie?
Skąd się bierze wieczorna kolejka opisów
W podstawowej opiece rytm dnia jest gęsty. Pacjent wchodzi, wywiad, badanie, recepty, skierowanie, zwolnienie, a pod drzwiami czeka już kolejny. W tym ciągu czynności opis jest jedynym elementem, który da się odłożyć. Więc jest odkładany.
Przez pierwsze godziny nic złego się nie dzieje. Lekarz pamięta, kto był, z czym przyszedł, co zostało ustalone. Problem pojawia się później, kiedy zaległych opisów robi się kilkanaście, a szczegóły z rana zaczynają się zacierać. Wtedy dokumentacja przestaje być zapisem wizyty, a staje się rekonstrukcją z pamięci. Zwykle skróconą, bo o osiemnastej nikt nie pisze rozwlekle.
Ten wieczorny nadgodzinny kwadrans, który rozciąga się do godziny, jest w POZ tak powszechny, że przestał być traktowany jak problem. Stał się częścią zawodu.
Opis, który powstaje razem z wizytą
Alternatywa jest prosta w opisie i trudna w wykonaniu bez odpowiedniego narzędzia: opis ma powstawać wtedy, kiedy lekarz i tak mówi. W trakcie badania, przy podsumowaniu dla pacjenta, przy formułowaniu zaleceń.
MediMic zamienia tę wypowiedź na tekst i wpisuje go tam, gdzie stoi kursor. Od strony systemu wygląda to jak pisanie na klawiaturze USB, bo tym w istocie jest. Nie ma integracji z systemem gabinetowym, nie ma wdrożenia po stronie IT, nie trzeba niczego zmieniać w sposobie, w jaki przychodnia dziś pracuje.
Precyzja zapisu ma tu znaczenie większe niż gdziekolwiek indziej, łącznie z terminologią medyczną, bo od niej zależy, ile poprawek zostanie na później.
Dla lekarza zmiana jest bardziej odczuwalna niż techniczna. Zamiast pisać po wizycie, mówi w jej trakcie. To ten sam materiał, tylko powstały w innym momencie.
Co się zmienia w rytmie dnia
Najciekawsze dzieje się nie przy pierwszym pacjencie, tylko przy dwunastym. Przerwa między wizytami przestaje być momentem, w którym rośnie dług do spłacenia wieczorem.
Konsekwencje układają się w łańcuch:
- opis powstaje, kiedy szczegóły są jeszcze świeże, więc jest dokładniejszy;
- lekarz nie kończy dnia od zadania, którego nie lubi;
- wieczorna godzina wraca do puli rzeczy, na które można ją wydać inaczej.
Jest jeszcze skutek, o którym łatwo zapomnieć przy planowaniu grafiku. Kiedy dokumentacja nie zabiera uwagi w trakcie wizyty, uwaga zostaje przy pacjencie. Pisaliśmy o tym osobno w tekście Kiedy znika ekran, bo to zmiana, którą pacjenci zauważają szybciej niż lekarze.
A jeśli się pomyli
To pytanie pada zwykle jako drugie, zaraz po pytaniu o cenę. Odpowiedź jest krótka: tekst pojawia się na ekranie, lekarz go widzi, poprawia i zatwierdza. Tak samo jak przy pisaniu ręcznym, bo przy pisaniu ręcznym też zdarzają się literówki i zdania do przeredagowania.
Narzędzie nie podejmuje decyzji klinicznych i niczego nie zatwierdza za lekarza. Zapisuje to, co zostało powiedziane. Odpowiedzialność za treść wpisu zostaje tam, gdzie była do tej pory.
Pytanie o dane pacjentów jest równie zasadne i zasługuje na osobny tekst, a nie na akapit. Wrócimy do niego, bo lista rzeczy, o które warto dopytać każdego dostawcę narzędzi AI, jest dłuższa, niż się wydaje.
Co zostaje na koniec dnia
Dokumentacja głosowa w POZ nie skraca listy pacjentów ani nie załatwia problemów kadrowych. Przesuwa jedną czynność w inne miejsce doby, i to wystarcza, żeby dzień wyglądał inaczej.
Osiemnasta dziesięć w przychodni może oznaczać zgaszone światło w rejestracji i pusty gabinet. Bez kolejki opisów czekających na dopisanie.
Mniej pisania, więcej leczenia. Także po godzinach, których wtedy po prostu nie ma.
